O książce

Lotta boi się, że Polska się na nią rozgniewa, jeśli będzie szczęśliwa bez poczucia winy

Karolina Sulej

Włosi delektują się każdym kęsem, Polacy jedzą na kolanie. Brazylijczycy nie wiedzą, co to patriotyzm, ale wiedzą, co to wspólnota. Codzienna przymusowa antropologia.

 

Najpierw fakty. Eliza Piotrowska jest historyczką sztuki. Jest też poetką, pisze dla dzieci i młodzieży. Jest edukatorką, w szczególności w dziedzinie muzealnictwa. Mieszka w Brazylii.

Z „Obczyzno moja” debiutuje jako powieściopisarka, a także przewrotna autobiografka. I tutaj już kończą się fakty i osoby, a zaczynają symbole, metafory, narracje, porzekadła, cytaty i persony. Główne bohaterki są dwie – to Lotta (tak, jak ta u Goethego) i Polska. Lottę łączy z Polską relacja miłości i nienawiści. Polska to padół smutku, biedy i śniegu, ale przecież także – wzniosłości, poezji, sensu.

Lotta chce się od Polski uwolnić, ale boi się, że kiedy jej się uda, zostanie z niczym – bez metafor, bez narracji, bez tożsamości. Boi się zakochać w mężczyźnie, który oferuje jej bezwarunkową miłość – przecież miłość musi boleć. Boi się być zadowolona, jeść ze smakiem i rozmawiać o drobiazgach, bo tylko ludzie głupi zachwycają się jedzeniem i debatują o pierzastości chmury. Boi się powiedzieć sobie, że jest kobietą i to lubi. Bo się powiedzieć „nie”. Boi się, że Polska się na nią rozgniewa, jeśli będzie szczęśliwa bez poczucia winy. Przecież, jak pisze w pewnym momencie: „Polskie kobiety to zbiorowe ciało bolesne”.

Piotrowska skonstruowała opowieść worek, majdan polskich przypadłości, lęków, demonów, marzeń, z którymi musimy się mierzyć w tym, a nie innym obszarze geograficznym i politycznym.

Z tym majdanem Lotta podróżuje – najpierw do Włoch, a potem do Brazylii. Szuka nowych ojczyzn. Podróżuje całkiem fizycznie, ale przebywa także wewnętrzną drogę przez labirynt języków, które poznaje, mężczyzn, których spotyka, kultur, które ze sobą porównuje. Włosi delektują się każdym kęsem, Polacy jedzą na kolanie. Brazylijczycy nie wiedzą, co to patriotyzm, ale wiedzą, co to wspólnota. Codzienna przymusowa antropologia.

Eliza Piotrowska i jej „Obczyzno moja” to druga książka, po komiksie „Totalnie nie nostalgia” Wandy Hagedorn, która z emigracyjnego dystansu pokazuje to, co tutaj, na miejscu, wydaje się zbyt banalne i oczywiste. Naszą codzienną opresję, nasze narodowe nerwowe tiki, nasze łatwizny, nasze przyzwyczajenia, dogmaty. Lotta, jej bohaterka, jednak w przeciwieństwie do Wandy nie chce być konkretna i pojedyncza, ale chce być pojemną figurą, w której odbije się każda polska czytelniczka. Chce być jej siostrą w Polsce. Chce sprawić, żeby zdała sobie sprawę, co nią mówi, co nią kocha, co nią robi – krótko mówiąc, żeby przeszła terapię, która pozwoliłaby jej pokochać siebie samą w każdych, nawet najbardziej ekstremalnych kulturowych warunkach.

Eliza Piotrowska „Obczyzno moja”, wyd. Media Rodzina

[za: Karolina Sulej, Lotta boi się, że Polska się na nią rozgniewa, jeśli będzie szczęśliwa bez poczucia winy, Wysokie Obcasy]

„Obczyzno moja” Eliza Piotrowska – recenzja

Małgorzata Lis-Skupińska

Macie czasem tak, że zastanawiacie się, jak wasze decyzje – mimo dorosłości i życia na własny rachunek – oceniłaby mama? Słyszycie krytyczny wewnętrzny głos, z którym dyskutujecie o sensie podjętych wyborów, tych najważniejszych, dotyczących miłości i sposobu na życie? Chcecie żyć gdzieś, gdzie zarabia się więcej, ludzie są uśmiechnięci, a słońce świeci jaśniej – i jednocześnie boicie się, że polskie korzenie trzymają na tyle mocno, że trudno zaryzykować nowe życie? Najnowsza książka Elizy Piotrowskiej „Obczyzno moja” jest w takim razie dla Was. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Media Rodzina.

Autorka wyjechała z Polski wiele lat temu, już jako młoda pisarka i poetka, zostawiając pracę historyka sztuki. W Rzymie zrobiła dyplom ze sztuki współczesnej. Po paru latach przeprowadziła się do Brazylii, tam teraz mieszka i tworzy. Dotychczas były to recenzje i książki dla dzieci, „Obczyzno moja” to debiut dla dorosłych. W tej książce jest wszystko – miłość i konieczność wyboru między dwoma mężczyznami: chmurnym Werterem z zimnej, szarej Polski i słonecznym Rzymianinem. Historie ludzi spotkanych w drodze i opowieści o miejscach. Wspomnienia z dzieciństwa i obserwacje zmieniającej się Polski z perspektywy zagranicy wcale nie są słodkie i wybielone tęsknotą. To czasem chmurny i gorzki obraz naszej polskiej rzeczywistości – co wcale nie znaczy, że gorszy i brzydszy, niż ten kolorowy i roztańczony w rytmie samby, gdzie autorka teraz żyje. Z dystansu tysięcy kilometrów można zadać sobie pytanie, czy jako Polacy jesteśmy inni, bo tak nas ukształtowała historia i kultura, czy to sobie wmawiamy, bo przecież wszędzie ludzie mają podobne problemy i podobne cele. O trudnych tematach autorka pisze z humorem, smutne wątki mieszają się z autoironią, a wszystko to napisane jest językiem okraszonym skojarzeniami i nawiązaniami znanymi i zrozumiałymi tylko dla nas, Polaków. To współczesna książka o współczesnej Polsce, którą warto przeczytać. [za: Małgorzata Lis-Skupińska, „Obczyzno moja” Eliza Piotrowska – recenzja, w: Superpani.pl}

Ni gruszka, ni papaja

Anna Solak

Najpierw są Włochy, potem Brazylia. Do każdego z tych krajów Lotta zabiera walizkę przeszłych doświadczeń – dosłownie i w przenośni. Nie może uwolnić się od Polski, która niczym surowa, karcąca matka ciągle zwraca jej uwagę. Że jeśli je, to tylko po to, żeby się najeść. Jeśli się cieszy, za chwilę na pewno stanie się coś złego. A jeśli kocha, to bez wzajemności, bo miłość po prostu musi boleć.

 

Właśnie taki obraz – wiecznego rozdarcia między tym, co „się powinno”, a tym, co naprawdę się czuje, Eliza Piotrowska odmalowuje w swojej pierwszej powieści dla dorosłych. Obczyzno moja to pisana w tonie autobiograficznym historia młodej kobiety – Lotty, która szuka swojego miejsca na ziemi, a mimo to nie potrafi raz na zawsze uwolnić się od swojego Wertera. Przez cały czas towarzyszy jej jednak pogoda ducha, inteligentna ironia i umiejętność śmiania się z niepowodzeń. Rzecz to zaskakująca, bo na hasło „powieść emigracyjna” zazwyczaj reagujemy skojarzeniem z opowieścią naznaczoną trudami i tęsknotą za domem, a w końcu rozczarowaniem. Tej książki nie da się (na szczęście!) tak łatwo zaszufladkować. Już sama okładka, przedstawiająca ni to gruszkę, ni papaję, sugeruje, że w środku nie znajdziemy prostych i łatwych odpowiedzi, ale jednego możemy być pewni – przymrużenia oka.

Jest tu dużo patosu, ale zawsze złamanego ironią. Ckliwe obrazki, ale obowiązkowo spełniające określoną rolę. Poetycka proza, ale nie oderwana od rzeczywistości. Do tego masa odniesień historycznych i kulturowych oraz smacznych nawiązań literackich. – Jest we mnie świętość rzeczy pierwszych, bo większość rzeczy w swoim życiu po raz pierwszy przeżyłam właśnie w Polsce. To również mój pierwszy język, a to stwarza człowieka – mówi Piotrowska.

Autorka w niezwykle plastyczny sposób, miksując napotkane postaci i przeżycia, odmalowuje kontrasty, jakie dzielą jej ojczyznę od kraju, w którym postanowiła zamieszkać. Polska, ze względu na swoją trudną historię, jest poważna i wiecznie niezadowolona. Brazylia, której historia narodowa jest krótka, do życia podchodzi z humorem i dystansem. Oto przykład:

„Co roku przed Bożym Narodzeniem brazylijskie więzienia pustoszeją. Kto chciałby spędzać święta w więzieniu? Nikt by nie chciał. Każdy ma prawo przeżyć ten czas radośnie. Nawet jeśli tydzień wcześniej zadźgał żonę. Boże Narodzenie to w końcu święto rodzinne. I dlatego dwudziestego czwartego grudnia brazylijscy więźniowie wypuszczani są do domów. Jest jeden warunek – po Nowym Roku muszą wrócić. Ale kto chciałby wracać do więzienia? I to od razu po sylwestrze? Nikt by nie chciał. Tymczasem media co roku dziwią się tak samo: A zarzekali się, a obiecywali, a przysięgali na brazylijską flagę!”

I tak właśnie napisana jest ta książka. Ale niech nikogo nie zmyli dowcip i żart. Między wierszami poukrywane są bowiem tematy ważne i trudne, decydujące niekiedy o całym naszym życiu. Cała przyjemność lektury polega również na ich wyłapywaniu i zatrzymaniu na chwilę w myślach. Piotrowska jest z wykształcenia historykiem sztuki, ale polskim odbiorcom znana jest głównie jako autorka książek dla dzieci i młodzieży. Niewykluczone, że właśnie dlatego jej styl cechuje niewymuszona lekkość i wdzięk – wszak to właśnie najmłodsi czytelnicy są zazwyczaj najsurowszymi recenzentami.

[za: Anna Solak, Ni gruszka, ni papaja, Kultura Poznań.pl]